-
Yogizm stosowany – Miś Yogi
Opublikowano 2 January 2012 Brak komentarzy
„Tak naprawdę nie powiedziałem wszystkiego, co powiedziałem” – brzmi klasyczny już „Yogizm”. Ale chociaż skojarzenie jest słuszne, to cytat ten nie pochodzi od Misia Yogi. Słowa te, wypowiedział jeden z czołowych bejsbolistów amerykańskich lat 50-tych ubiegłego wieku, Lawrence Peter Berra. Ten sam sportowiec – stwierdził też, że „oddałby prawą rękę, aby być oburęcznym” i ogłosił (równie błyskotliwie), że „połowa kłamstw o mnie nie jest prawdą”! Równie dobrze, co w ustach wspomnianego Berra – przytoczone mądrości życiowe sprawdziłyby się jako listy dialogowe sympatycznego, rysunkowego niedźwiadka od koszyka piknikowego. Określenie „Yogizm”, pochodzi od przezwiska Lawrence’a Berry, które brzmiało… Yogi. Teraz już nietrudno domyślić się, że to właśnie na nim wzorowali się mistrzowie animacji z legendarnego studia Hanna-Barbera tworząc postać Misia Yogiego. Lekko szyderczych nawiązań do rzeczywistości w bajkowym świecie jest zresztą bardzo dużo. Na przykład – nazwa parku „Jellyston” jest łudząco podobna do nazwy najstarszego i najpopularniejszego Parku Narodowego w Stanach Zjednoczonych Ameryki – „Yellowstone”, zaś fabuła pełnometrażowego filmu z 1987 roku – „Miś Yogi i czarodziejski lot Świerkową Gęsią” – zainspirowana jest historią słynnego, największego drewnianego samolotu świata, „Spruce Goose”, stworzonego przez równie słynnego Howarda Hughes’a.
Prześmiewcom, którzy doszukują się w kreskówce kolejnych kontrowersji, warto natomiast zwrócić uwagę, że postać Strażnika Smitha – który toczył nieustającą wojnę z Yogim i jego przyjacielem Boo Boo – z całą pewnością nie była wzorowana na „Strażniku Teksasu”. Serial ten, powstał dopiero kilkadziesiąt lat później. Chociaż z drugiej strony – czy ktoś rzeczywiście wie, skąd z kolei Chuck „Texas Ranger” Norris czerpał inspirację…?
Sam Miś Yogi pojawił się na srebrnym ekranie po raz pierwszy w roku 1958, w charakterze… postaci drugoplanowej. Pierwsze skrzypce grał – a raczej solówkę śpiewał – Pies Huckleberry. Jednak lekko ciamajdowaty, ale za to wybitnie cwany niedźwiadek – z miejsca zyskał olbrzymią sympatię widzów i już trzy lata później dostał główną rolę we „własnym” serialu. Tak rozpoczęła się jego ponad trzydziestoletnia kariera. I chociaż bajka nie jest już produkowana, to bezapelacyjnie należy do żelaznego kanonu obowiązkowych, animowanych pozycji. Jeśli więc Twoje dziecko nie chce oglądać „Misia Yogi”, to wiedz, że coś się dzieje… .A jeżeli i Ty niezbyt już pamiętasz, na czym polega fenomen opisywanej kreskówki – to najnormalniej w świecie nie zasługujesz na prywatny, piknikowy koszyk!
Zostaw odpowiedź



